„...Dzień był prześliczny, wrześniowy; mgły ranne wytarły się około południa w słoneczną pogodę, w której bladawym, już jesień zapowiadającym błękicie polatywały lekkie strzępy pajęczyny. Przez otwarte okna widać było nad drogą złote pyły wzbite przez pędzone do wody bydło, a w powietrzu, nasyconym jędrną wonią świeżo zoranej ziemi, rozlegało się potężne porykiwanie buhaja. Było tak ciepło, że pszczoły na późne gryki rojem szły, a drobniuchne muszki wirowały słupem w każdym słonecznym promieniu. Z ogrodu, gdzie kilka kobiet zajętych było około warzywa, wpadały silne zapachy kopru i przywiędłych liści; mały wiatr poruszał firanki przynosząc z posieczyska wrzaskliwe gęganie żerujących gęsi i echa nawoływań pastuszych” .

[ Józik Srokacz ]